
"zabij sie zabij sie nikt nie lubi tutaj cie lalala
strzel sobie w głowe i rozwal na połowe lalala..."
strzele...
<...muzykoterapia...>
ulga...
chwilowa....??
"to nie miłość jest chorobą... to nienawiść"
<śmiertelnie chora>
Właśnie wróciłam od Kaji… ekhmm… STO LAAAT STOOO LAT NIECH ŻYJE ŻYJE NAAAAAMMMM!!!! :D:D:D no tak, tak…. fajnie było tego tamtego…. Yeeaaahh :P :*:*:*:*:*:*:*:*:*
Byłam dzisiaj na konikach… chciałabym opisać jak było ale chyba… się nie da : ) no ale postaram się… jechałam dzisiaj na Greju… byliśmy w lesie na spacerku… trochę kłusiku ale bez galopu… jak wróciliśmy to panu R. się spieszyło więc szybkie czyszczenie i do domq… tzn. pani A. i pan R. pojechali…ja czekałam na mame… słonko już dość ostro przygrzewało ale wiał też milusi wiaterek…było po prostu ślicznie… kocham takie słoneczne jesienne dni : ) szczególnie na Garbku… zaraz po odjeździe pani A. poszłam na wybieg gdzie były wszystkie koniki…i podeszłam prosto do Marka ; ) dałam mu jabłko które przywiozłam mu z lasu wyprzytulałam się do niego i usiadłam sobie koło niego na trawce a on podszedł bliżej i zaczął czochrać mi włosy pyszczkiem: ) Żubrzyk też podchodził i mnie czochrał ale Maro go cały czas odganiał… normalnie prrrzzzeee słodko:D tak sobie posiedziałam… poprzytulałam do łebka Nocnego i byłam NAPRAWDE szczęśliwapo jakimś tam czasie wstałam i zaczęliśmy się bawić:D:D tzn. raz ja goniłam Nocnego raz on mnie :D dołączyła się do nas Dalia.... czadersko normalnie było:D w pewnym momencie usłyszałam gwizd… okazało się, że to mama z autka gwizdała… bo ja jej w ogóle nie zauważyłam jak jechała… no to podeszłam do Mara…tzn. za 3 razem dopiero udało mi się podejść bo tak się rozbrykał, że cały czas podskakiwał :D w końcu podeszłam.. przytuliłam się… dałam buzi… : ) i popędziłam w stronę bramki… a Maro jeszcze patrzył w moją stronę nawet jak opuściłam padok… kuurdee dzisiejszy dzień po prostu WYMIATA :D ja chcieć tak zawsze i do końca i w ogóle… eehhh:)
No i po koncercie <:farben lehre:>.... WYJEBIIIISSSSSCIIEEEEEE :D:D:D
ja ciec jesce:P:D:D:D
I po co ja się tak katuje?? Przeglądam blogi rożnych ludków i ich konisiow.... aż mi się normalnie płakać chce.... kurde....
W piątek półmetek... przez to ominie mnie jazda piątkowa... co wole?? Jasne, ze jazdę... ale idę na ten cały półmetek... dawno nie jeździłam na Nocnym:( ale siedzę sobie z nim czasem na padoku... przynajmniej tyle.... w ogóle jazdy ostatnio tak mi jakoś nie idą... tzn. cos mi się popierdzielilo i w galopie usiedzieć nie mogę...tzn. zanim się wyluzuje i siądę w końcu porządnie w to siodło to mija parę foulee... :/ nie wiem co się dzieje... a poza tym ostatnio w kłusie anglezowanym strasznie napierdalają mnie plecy... za pierwszym razem jakoś wytrzymałam jazde.... za drugim było już gorzej... wiec ostatnio nie chciałam już ryzykować i się nałykałam ibupromu.... i jakoś było.... walczę ostro z moją postawą w siodle... nad lepszą pracą krzyża i prostymi pleckami... no i nad ogólnym opanowaniem i spokojem ;) to ostatnie mi się udaje nawet, nawet... w niedziele w terenik jechałam na wściekłej Freji i nie była już wcale i w ogóle wściekła... no i nawet fajnie się zebrała i nie świrowała za bardzo :) No ale ale... idzie zima a z powodu braku krytej ujeżdżalni treningi skokowe dobiegają końca... ehhh... ale mam nadzieje, że jeszcze dłuuuugo będzie cieplutko i sucho.... a jak już zacznie by mokro... to niech nawali porządnie śniegu to pośmigamy po nim galopikiem no..... i na nartach :)
Jeżeli chodzi o posiadanie konika.... powinnam nudzic, nalegać, pytać, prosić.... ale nie mam siły... bo wiem co usłyszę.... a już naprawdę nie mam siły na to całe negocjowanie itp.... ale poddać się nie poddam... odpocznę sobie tylko troszkę.... a na ten odpoczynek będę miała cała zimę... pod koniec wiosny... jak znowu będzie ślicznie i ciepło.... i zakocham się od nowa i jeszcze bardziej (czy to w ogóle możliwe?) w konikach.... zatankuje troszkę pozytywnej energii... zaatakuje ponownie... :)
No i to chyba na tyle... nie pisze nic więcej... bo szkoda literek na cala resztę... tylko koniki się teraz liczą.... a tak w ogóle to chyba tylko motywacja do tego by lepiej jeździć, lepiej rozumieć konie, dużo więcej wiedzieć na ich temat no i posiadać konika trzyma mnie w miarę w pionie... chociaż ostatnio sobie tak uświadomiłam, że ja nie dam rady... mam wiele planów... dość ambitnych... i JUZ WIEM, że ich nie zrealizuje... nie dam rady po prostu... i chyba nie tylko ja jestem takiego zdania.. no i co tu ukrywać... to boli jak cholera... ale mniejsza z tym i o to.... i na samiuteńki, bardzo optymistyczny koniec.... napisze tylko tyle: za 132h i 33 min znowu będę szczęśliwa :)
„najpiękniejsze kwiaty człowiek dostaje na swoim pogrzebie”:)