
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
nie wierze... normalnie nie wierze :D
ale nie, nie, nie.... nic nie powiem... nie chce zapeszyć ... ;)
a dokładniej... dowiem się jutro wieczorkiem....
trzymać kciuki proszę !! :)
i w ogóle tak mi wesoło.... jak już dawno nie było :)
spontaniczność jest wyyypaśna... i nieraz daje świetne efekty ;)
ekhm.... czy mogę coś ogłosić?
thx4Agu... :P:P:P:P :*
"wir konnen das, denn wir sind anders- flustern engel in mein ohr" :)
co do ostataniej notki, to okazało się tak, jak się spodziewałam... chociaż nadzei nie traciłam i w sumie dalej gdzieś ona tam we mnie jest... no ale nie ważne.
ostatnio mój humor wpływa bardzo na moje czyny... które w większości są bardzo spontaniczne... no i jak narazie to mi to wychodzi w miare na dobre.
a ogólnie to srutututu! kurczakuje jak jakaś pestka słonecznika...
czy moge coś ogłosić?
kocham wacusie!! śmietankowe szczególnie :P ale nie tylko ja.... Aguś też, no i Szparka oczywiście!!! Pieszczocha też była zachwycona nimi... także mniiaamm ;) polecam smakowicie ;) nie tylko dziewczynkom.. ale jak to Szparkencja powiedziła :" nie widaomo czy oni [faceci] polubią te wacki" :P
no co... im się zawsze jakiśtam zapasowy przyda, nie ? :P
i czuje się taka... zmęczona... i spać mi się chce... i ogólnie tak mi dziko... ziiimno się robi :( niefajnie! ogólnie to nic innego jak zapaść w zimowy sen... bynajmniej nie samemu ;> jacyś chętni do zbiorowego snu zimowego??!! :P
no a poza tym to... nic :)
czas sobie płynie, ja chce środe... a tu dopiero poniedziałek :P nic wiele się nie dzieje w moim pokudłaczonym życiu. snuje sobie plany na najbliższą przyszłość... może na sylwka do wiednia?? ale... jakoś tak się tego obawiam... wiednia. ale w ferie na pewno tam zawitam, więc prędzej czy później będzie musiało zrobić się nieprzyjemnie... albo smutno ? najlepiej gdyby się zrobiło sentymetalnie ale tylko i wyłącznie w związku z wydarzeniami 1991-1999 ;)
no ale wiem, że przedział się nie zgadza....
whatever.
pojedziemy do SCS!! o tak!! :) i kto wie, może już na moim własnym Fuhrerscheinie?? :P
a w międzyczasie jeszcze święta, studniówka, olimpiada(?), próbna matura...
a co będzie później to nawet strach myśleć...
matura, egzaminy na studia, wielki stres i emocje.....
a jak wszystko się uda?? :) .....
nowe życie? :)
.......... w norkowatej pycholandii!! :D:D:D
a tak właściwie to ja sama nie chce....
Maro jest na sprzedaż...
za śmiesznie małą cenę...
rodzice są na tak...
ale ja... na nie.
zgłupisałam??
nie!
właściwie to chyba najrozsądniejsza decyzja jaką ostatnio podjęłam, niestety.
dlaczego akurat teraz?? teraz nagle wszyscy chcą, żebym jeździła, wszyscy mnie nagle popierają, nawet już 2 facetów z mojej okolicy kupiło sobie konie wierzchowe i chcą żebym na nich jeździła....
dlaczego teraz mój ukachany, wymarzony konik jest do sprzedania, za śmiesznie małą cenę...?? dlaczego nagle teraz jego właścicielka chce żebym to ja go kupiła?? dlaczego akurat teraz mam aż 2 możliwości trzymania go bardzo blisko siebie?? dlaczego akurat teraz moi rodzice są gotowi mi kupić właśnie Marka... DLACZEGO KURWA AKURAT TERAZ kiedy ja wyjeżdżam?? dlaczego nie przez te wszystkie lata kiedy błagałam, prosiłam, marzyłam.....
nawet jebaną mature zdaje z biologii... i to rozszerzonej...!!!! a zdecydowałam się na to aby mieć możliwość pracowania w przyszłości przede wszystkim z końmi...
a teraz?? teraz ogarnia mnie wielki strach....
że nie zdam.
że nie dostane się na studia.
że nie poukładam sobie życia w tym kierunku w którym bym chciała.
... że już nigdy nie spotkam Nocnego Marka.
no i nie powinnam się czepiać, bo mam możliwość jazdy na Bryzie kiedy tylko mam na to ochote... ale kiedy do niej ide to wcale nie czuje się tak jak powinnam... czuje bardziej obowiązek jazdy na niej bo obiecałam to włąścicielowi, który nie ma dla niej ostatnio zbyt wiele czasu. ona też się raczej nie cieszy kiedy przychodze, bo wie, że będzie musiała troche popracować... a jest z niej typowy stajenny leniuch.
jasne, że w życiu spotkam jeszcze niejednego wspaniałego konika... pewnie... ale Maro to Maro.. moja pierwsza PRAWDZIWA miłość... bo mimo to, że jego budowa mi się nie podoba, ma koziniec, okropnie niewygodny kłus i jest strasznie nerwowy to go uwielbiam. i czuje, że sama sobie jestem winna. bo to ja chce wyjechać... gdybym go mogła jeszcze zabrać ze sobą... a tak...
mam tylko nadzieje, że jak coś, to trafi w dobre ręce.