
Moja pierwsza notka- jest początkiem końca tego blogu. Nic nie trawa wiecznie. Jak narazie tu jestm... ale kiedyś odejde... odlece...taaa... jak wolny motyl... :) Ale to jest początek i nie warto mówić o końcu bo czas płynie nieubłaganie i trzeba cieszyć sięt tym co jest TERAZ. A ja się cieszę :):):):) baaardzo... Wielka buźka dla: Agusi, Osi, Kaji i Magdalenki...mmuuaaaaa ...:* I 3majta się ludziska.. papsik
Bajka o Nocnych Motylach
Dawno, dawno temu, gdy dni były ciepłe i pełne słońca, a noce ciemne i nieoświetlone żadnym światłem, żył sobie pewien chłopiec. Rodzice chłopca umarli, gdy był jeszcze bardzo mały i od tej pory chłopiec mieszkał ze swoim dziadkiem. Wszyscy mówili na chłopca Nalu, choć nikt – nawet jego dziadek – nie potrafił mu wytłumaczyć, skąd wzięło się to imię.
Nalu, jak każdy chłopiec, lubił bawić się z kolegami, razem z nimi biegać po łąkach i lasach, a że jego dziadek był już stary, zmęczony życiem i nie miał sił, by pilnować Nalu, chłopiec miał mnóstwo okazji, by znikać z domu na długie eskapady z kolegami.
Nalu jednak różnił się od swoich kolegów. Często – gdy oni pobiegli już na kolację – można było zobaczyć chłopca siedzącego samotnie na łące jeszcze długo, aż do zmierzchu, kiedy to wracał do domu.
To był mały sekret Nalu – potrafił rozmawiać z motylami.
Nie mówił o tym nikomu, bo bał się, że nikt mu nie uwierzy.
Zdarzyło się pewnej wiosny, że Nalu został na łące dłużej niż zwykle. Razem z motylami zachwycał się zachodem słońca, a gdy one poszły spać (o tej porze zwykle wracał z łąki), położył się w trawie i wdychał jej świeży zapach. Zapadł już zmrok, gdy chłopiec usłyszał jakieś szelesty. Podniósł więc powoli głowę, gdy nagle coś miękkiego i trzepoczącego uderzyło go w twarz.
– O, przepraszam – usłyszał głos należący, jak mu się wydawało, do motyla. Był to jednak głos, którego Nalu jeszcze nie słyszał, a był pewien, że zna wszystkie motyle na łące.
– Kim jesteś? – zapytał chłopiec, ale zamiast odpowiedzi usłyszał wiele innych, nieznanych mu głosów, które zbliżały się i oddalały, a wszystkie brzmiały, jakby ich właściciele ciągle wpadali na rożne przedmioty lub na siebie nawzajem. Gdy w końcu jeden z nich wpadł znów na Nalu, przeprosił i chciał odlecieć, chłopiec powtórzył swoje pytanie. Tym razem uzyskał odpowiedź.
– Och, ja? – powiedział głos – ja jestem Nocnym Motylem. Może masz coś do jedzenia?.
Nalu zdziwiła odpowiedź głosu. Po pierwsze – nigdy nie słyszał o Nocnych Motylach, a po drugie – był pewien, że motyle nie mają żadnych problemów ze znalezieniem pożywienia na łące.
– Nocny Motylu – powiedział – przecież wokół ciebie jest mnóstwo jedzenia. Jesteś na łące i możesz tu na pewno znaleźć jedzenie.
– Powiedz mi, chłopcze – odpowiedział mu Nocny Motyl – czy ty znalazłbyś cokolwiek do jedzenia na tej łące w takich ciemnościach? Nocne Motyle mają ciężkie życie. Kiedyś były nas miliony. Jednak z każdą nocą, jaka zapanowuje nad światem, jest nas coraz mniej. Światło słońca jest dla nas zbyt silne, oślepia i osłabia nas, a na dodatek niszczy nasze skrzydełka. Dlatego wylatujemy z naszych kryjówek tylko w nocy, w nadziei, że przypadkiem znajdziemy coś do jedzenia. Wtedy jednak nic nie widzimy, bo zbyt wielkie ciemności panują dookoła. Tylko nieliczni mają szczęście. Większość jednak głoduje i w końcu umiera z głodu lub ginie w zderzeniu z jakąś przeszkodą w nocy. Jeszcze miesiąc i nie zostanie tu żaden z nas; nie będzie już Nocnych Motyli. Nawet jeśli dziś pomożesz kilku z nas znaleźć jedzenie, nie będziesz tu przecież przychodzić całe życie; zginiemy prędzej czy później.
– Och, poczekaj! – krzyknął Nalu i pobiegł szybko do domu.
Nie tłumacząc nic dziadkowi (który zresztą nie bardzo się zdziwił, gdyż Nalu robił często różne dziwne rzeczy) chwycił lampę naftową, zapalił ją i pobiegł na łąkę. Wtedy zobaczył dopiero, jak piękne były Nocne Motyle – czarne lub szare, a wszystkie ciemne i jakże eleganckie! Zobaczył też wiele z nich leżących na ziemi. Były martwe. Ale najbardziej zdziwiła go reakcja na lampę. Wszystkie motyle, jak w transie, zaczęły do niej podfruwać i wszystkie patrzyły się, odlatywały i przyfruwały znowu.
– Nie... proszę... zgaś to! – usłyszał znajomy już głos.
Zgasił więc lampę, ale był strasznie zdziwiony.
– Co się stało? – zapytał.
– Och... to bardzo stara historia – powiedział Nocny Motyl – Gdy jeszcze Nocnych Motyli było tyle samo, co Motyli Dziennych, moi przodkowie bardzo się denerwowali na Słońce, że nie chce im użyczyć części swego światła, by mogli szukać jedzenia w nocy. Jeden z nich, imieniem Kard, naraził się na zgubne promienie Słońca i wstał wcześniej niż wszyscy, to znaczy jeszcze w czasie zachodu Słońca. Chował się w cieniu, a kiedy Słońce było już a tyle nisko, że mogło go usłyszeć, wyszedł na jego promienie i w strasznym bólu zaczął prosić Słońce o użyczenie odrobiny światła w nocy. Jednak Słońce nie chciało nawet o tym słyszeć. Wtedy Kard wpadł w gniew i zaczął złorzeczyć Słońcu, że jest okrutne i złe, i że nie dba o wszystkie stworzenia na równi, i że tak naprawdę to powinno zgasnąć na wieki. Słońce zaś odpowiedziało mu: „Właśnie zamknąłeś swoim braciom drogę do lepszego życia. Niedługo na te tereny mieli przyjść ludzie ze swoim ogniem i innymi wynalazkami dającymi światło. Mieliście szansę na polowanie w ciemnościach. Ja jednak teraz rzucam na was klątwę – nie będziecie mogli widzieć w żadnym innym świetle, niż światło pochodzące ode mnie. Każde światło, prócz mojego, będzie was magicznie przyciągać tak, że w ogień będziecie wlatywać i ginąć, a o inne będziecie się parzyć. Przekaż to swoim braciom i zegnaj.” Potem Słońce zaszło. Od tej pory każde światło oznacza dla nas zgubę. Nie ma już dla nas nadziei.
Nocny Motyl odleciał, a Nalu odszedł smutny do domu, gdzie długo nie mógł zasnąć, bo rozmyślał nad losem Nocnych Motyli.
Mimo że spał bardzo krótko, obudził się jeszcze przed świtem. Ubrał się i popędził na łąkę. Nocne Motyle właśnie uciekały do swoich kryjówek, a Motyle Dzienne jeszcze się nie obudziły. Nalu w napięciu oczekiwał pierwszych promieni Słońca. Gdy Słońce wreszcie wyłoniło się znad horyzontu, krzyknął:
– Słoneczko, Słoneczko, mam ci coś ważnego do powiedzenia! Czy porozmawiasz ze mną?
– Ależ Nalu – powiedziało Słońce – powinieneś jeszcze spać. Co było na tyle ważne, żeby tak wcześnie wyciągnąć cię z łóżka?
– Słonko – odpowiedział chłopiec – czy nie mogłobyś oddać części swoich promieni na noc Nocnym Motylom?
– Och! Nawet o tym nie myśl, Nalu – odpowiedziało Słońce – obraziły mnie, a ja daję życie, więc nie mam zamiaru się nimi przejmować!.
I Słońce szybko wpłynęło wyżej na niebo, by nie słyszeć próśb Nalu. Chłopiec cały dzień błąkał się, nie chcąc się z nikim bawić czy rozmawiać, czasem kładł się na ziemi i wpatrywał w Słońce, zastanawiając się jak je przekonać. O zachodzie Słońca znów pobiegł na łąkę, by porozmawiać ze Słońcem. Ta rozmowa jednak też nic nie dała.
I tak Nalu rozmawiał ze Słońcem codziennie – rano i wieczorem – i za każdym razem nie przynosiło to żadnych efektów. Nocnych Motyli było coraz mniej i mniej, a Nalu wciąż nie mógł wybłagać u Słońca nawet odrobiny światła. W dodatku chłopiec zaczął tracić wzrok. Gdy zauważył to jego dziadek, postanowił zapytać Nalu, co się dzieje. Wtedy Nalu opowiedział mu swoją historię. Dziadek przypatrzył mu się i zauważył, że oczy chłopca – mimo, że już prawie nic nie widziały – same świeciły dziwnym blaskiem.
– Nalu – powiedział dziadek – już wiem, dlaczego nic nie widzisz. Przez to, że tak wytrwale wpatrujesz się codziennie w Słońce, twoje oczy zaczęły zbierać jego Światło. Nosisz w swoich oczach światło Słońca, którego nie są w stanie zbyt długo utrzymać oczy żadnego człowieka. Pewnie już nigdy nic nie zobaczysz. To kara za Twoją zuchwałość, za to, że śmiesz codziennie zabierać Słońcu czas!
Nalu jednak nic nie odpowiedział, bo mimo że nic nie widział, czuł, że zbliża się zachód Słońca i wiedział, ze musi się śpieszyć. Tę noc postanowił spędzić ze swoimi przyjaciółmi – Nocnymi Motylami, dlatego też wziął ze sobą dzbanek z wodą, trochę chleba i nóż, żeby chleb pokroić. Potem udał się na łąkę. Znał drogę na pamięć i nie potrzebował jej widzieć. Jednak kiedy tak szedł, potknął się i wylał wodę ze swojego dzbana. „Trudno – pomyślał – nie będę pił tej nocy; nie mogę teraz zawrócić po drugi dzban, bo nie zdążę na rozmowę ze Słońcem, a muszę jeszcze raz spróbować.”
Gdy doszedł na łąkę, poczuł, że Słońce jest już nisko, więc po raz kolejny zaczął je prosić o trochę światła dla Nocnych Motyli. Słońce było jednak nieubłagane i znów starania Nalu nie dały efektu. Kiedy Słońce już zaszło, ze swoich kryjówek, jak co noc, zaczęły wylatywać Nocne Motyle. Jednak szelest, który kiedyś kazał podnieść chłopcu głowę, był już bardzo cichy. Zaledwie kilka motyli wyleciało tego dnia na poszukiwanie jedzenia..
Nalu, który już dobrze znał Nocne Motyle, zapytał:
– Dlaczego jest was tak mało? Czy rzeczywiście tyle czasu zmarnowałem na rozmowy ze Słońcem?
– Tak, Nalu – odpowiedziały mu motyle – nadchodzi nasz kres. Zostało nas już tak mało, że nasze zniknięcie ze świata jest już kwestią dni lub nawet godzin.
Gdy to Nalu usłyszał, zaczął płakać. Zrozumiał, że już nic nie może zrobić dla swoich przyjaciół, których przecież zdążył pokochać. Płakał więc i płakał, a jego łzy spływały do dzbana po wodzie, który chłopiec przyniósł na łąkę. A razem ze łzami spływało słoneczne światło, które oczy chłopca zebrały w czasie tych dni, gdy rozmawiał ze Słońcem.
Gdy Nocne Motyle zobaczyły, że łzy Nalu świecą słonecznym światłem, powiedziały mu o tym. Chłopiec ucieszył się bardzo i przestał płakać. Zapytał Nocnych Motyli, ile jest jego łez w dzbanie. Gdy okazało się, że jest ich za mało, chłopiec zamyślił się. Nie potrafił już rozpaczać, bo znalazł sposób na uratowanie Motyli. Nie mógł więc płakać. Skoro jednak nie potrafił płakać – nie mógł oddać swoich łez Nocnym Motylom.
Poszedł więc, najprędzej jak mógł, do domu, prosząc motyle, by popilnowały dzbana. Gdy doszedł do domu, mimo późnej pory obudził swojego dziadka i zapytał:
– Dziadku, kiedy człowiek najbardziej płacze?
Dziadek, niewiele myśląc (bo był bardzo śpiący) odpowiedział
– Gdy straci coś bardzo cennego – i poszedł spać.
Nalu udał się z powrotem na łąkę, usiadł i długo myślał: „Co człowiek posiada cennego? Rodzinę, przyjaciół… ale tego nie sposób stracić tak szybko jak potrzebuję…” I myślał tak bardzo długo, tak długo, że zaczynał się bać, czy nie nadejdzie świt. Wtedy przypomniał sobie, jak mało było już Nocnych Motyli i zrozumiał, że ich przewidywania, że mogą wszystkie umrzeć jeszcze tej nocy, były bardzo prawdopodobne. I właśnie wtedy, gdy pomyślał o śmierci przyjaciół, zrozumiał, co jest dla człowieka najcenniejszą rzeczą, jaką z własnej woli może utracić. Znalazł swój nóż do krojenia chleba, wyciągnął nadgarstek i naciął go mocno. – Ależ co robisz, co robisz? – krzyczały motyle.
– Och… nie martwcie się o mnie, przyjaciele… Pamiętajcie tylko o mnie, proszę…
Nie mógł już mówić, bo przed oczami pojawiały mu się obrazy rzeczy, które mógłby zrobić ze swoim życiem; obrazy niespełnionych marzeń, które mógłby zrealizować. Najgorszy jednak był obraz dziadka – porzuconego, samotnie czekającego na koniec swych dni. Nalu zaczął płakać. Płakał i płakał, a motyle z przerażeniem przyglądały się wypełniającemu się dzbanowi. Kiedy Nalu zaczynał tracić przytomność, oparł się rękami o dzban. Teraz krew z jego ręki mieszała się ze łzami. Nalu wciąż płacząc osunął się na dzban i mimo, że nie było w nim już życia, z jego oczu wciąż płynęły łzy. Motyle patrzyły wciąż na niego z bezbrzeżnym smutkiem. Tak bardzo były w niego zapatrzone, że nie zauważyły nadejścia świtu. Na szczęście, stojące nieopodal drzewo osłoniło je swoim cieniem.
Gdy Słońce wzeszło, zobaczyło martwego Nalu, leżącego na dzbanie; usłyszało też szum skrzydeł ukrytych za drzewem Nocnych Motyli. Większości tego, co się stało, domyśliło się samo, a resztę opowiedziały mu motyle. Zrobiło mu się bardzo smutno i zawstydziło się, że przez swoją pychę i chęć zemsty na Nocnych Motylach doprowadziło do śmierci Nalu. Nie potrafiło jednak wrócić mu życia. Wiedziało, że musi dokończyć dzieło Nalu.
Powiedziało więc do Nocnych Motyli:
– Idźcie teraz i schowajcie się w swoich kryjówkach. Gdy nadejdzie noc, weźcie dzban ze łzami Nalu i zanieście jak najwyżej w niebo, a potem wylejcie.
Nocne Motyle zrobiły tak, jak kazało im Słońce. Uniosły na swoich skrzydłach niesamowicie lekki dzban prosto w niebo, wysoko, wysoko… i wylały jego zawartość. Tam, gdzie chlusnęły największą ilością łez – powstał księżyc, a gdzie rozprysły się małe kropelki – powstały gwiazdy. Odtąd noce dla Nocnych Motyli stały się piękne i radosne.
Tylko czasem, gdy księżyc wstaje znad horyzontu cały czerwony, wszystkie Nocne Motyle stają się nagle smutne, wspominając zmieszaną ze łzami krew.
Autor: kreska_
Odjazd....Dooosłownie :) Dzisiaj rano byłam m.in. z Kajusią na nartach oczywiście to wyjazd ze szkoły był organizowany... A, że my mamy lekcje popołódniu to nam kazali jeszcze po 3 godzinnej, dość męczącej (tiaaa Kajciuś :)) jeździe do szkoły na lekcje iść... Nio ja nie wiem jak tak można... No ale poszłyśmy i było nawet ok pomijając fakt, że byłyśmy bardzo zmęczone. Ale ja normalnie kocham narty w gronie naszej bandy ( w tym miejscu gorące pozdroowka dla: Agatki, Jesi, Michała, Łukasza i reszty poszkodowanych ostatnim przejazdem z Małastowa na Magóre :P) Hmmm...zastanawiam się czy nie wstawić tu foci Agatki z nart bo ona jedyna się nie spłoszyła przed aparatem...[ cytuję Michała:"...ale ty notorycznie unikałaś aparatu..." (i wszystko jasne :P)] ale ja się jej wole zapytać najpierw bo jeszcze bym poszła siedzieć za publikowanie nieocenzurowanych zdjęć :P... zartusiam sobie... nieocenzurowana będzie (chodzi o focie... nie o Agate :P) kiedy...=> Za tydzień nasza banda się znowu zejdzie to się jej zapytam i może jednak zrobimy sobie wszysy razem fotaske... zobaczy się :)
Coś mi tu...Nie będę może kończyć... Dzisiaj mam w ogóle zarąbisty humorek a zaczęło się od tego, że nie mięliśmy WF-u i mięliśmy zastępstwo z panią Basią którta jest Katechetką. A Agusia i Osia zajmują się sklepikiem szkolnym i nastulały pani, że przywieziono dużo towaru i muszą to rozpakować i same nie dadzą rady w 1 h i czy my (czytaj: ja i Kajuśka) nie mogłybyśmy im pomóc.... Nio a kochana pani Basia oczywiście się zgodziła... niom i tak sobie siedziałyśmy całą lekcje w sklepiku i nas przezajefane humorki dopadły... nio i texty też niezłe padały... :):):) A Agusia nawijała cały czas tylko o jednym i tym samym... Nie powiem o czym lub też o KIM... bo jak narazie to nie wypada chyba...ale Agusia śmieszna jest pod tym wględem... Ale myśli o tym i tak poważnie ...Nie ok nie będę o tym nic pisała [ale i tak w tym miejscu Przemka pozdrawiam :):):):):)] No i odrazu mówie, że on ma w sumie coś wspólnego z dzisiejszym tematem Agusi ale to nie to co myślicie... ekhmm... Zresztą skąd ja mogę wiedzieć co myślicie...ale i tak się nie domyślicie :) [za wyjątkiem Kajusi i Osi :):):)] Ok daje już z tym spokój...już nie będę więcej mieszać... Niom a reszta dnia jakoś zleciała...chociaż jeszcze nie do końca ale wątpie żeby się jeszcze coś ciekawgo wydarzyło dzisiaj... Ok ja kończe... 3majcie się cieplusio...papapa
Ehsss... dzisiejszy dzień nie zalicza się do udanych... Rano poszłam sobie na 7 do kościółka bo miałam jechać z rodzinką na narty. Przyjechali po mnie dopiero o 11:30. No i nie było naszej bandy... :(:(:( Pojechaliśmy do Cieniawy.... wyjeździliśmy po 1 karnecie i mięliśmy dość. Przyczyną tego był totalnie mokry śnieg.... no i nie dało się jeździć. Tzn. dało się ale szybciej się wyjeżdżało wyciągiem pod górę niż zjeżdżało na nartach... No ale nic. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Grybowa, do mojej ulubionej Pizzerii :) W domq byłam około 16. Później poszłam do Madzi ale ona też nie miała najlepszego dzionka. Nie wpisałam się w piątek... co bm napewno zrobiła gdybym nie spała u Madzi :) Spoxik było... W sobote rano [czytaj: o 11 :)] poszłyśmy razem na kółko teatralne które mamy co sobote...( W piątek ćwiczyłyśmy nasze role i się jeszcze do tego poprzebierałyśmy w jakieś stare ciuszki... wyglądałyśmy BOSKO :]) Będziemy wystawiać "Poskromnienie Złośnicy" ... No ale mniejsza o to... Ja już mykam jeszcze troche pokuć wiedzę i do spanka.... Papsik
Słucham sobie teraz blink 182 "I miss you". Normalnie to nie słucham tego zespołu ale ta piosenka mi się totalnie podoba... Mogłabym ją słuchać na okrągło... ale by mi się pewnie znudziła ... :)Zaraz będę musiała trochę pouczyć... Blehhh... jak mi się nie chceeee....!!! No ale nic.. jeszcze chwilkę posiedzę... Dzisiaj trzecie klasy były w kinie na "Pasji". Drugich klas nie wzięli bo stwierdzili, że jeszcze nie mamy skończonych 15 lat...bla bla bla... ale tak czy tak mogę iść... tyle, że lekcji nie stracę ;) Nie no tak na poważnie to chyba naprawdę się wybiorę. Chociaż... jeszcze nie jestem do końca zdecydowana. No cóż. Kurcze już mi się spać chce a ja jeszcze mam sporo do wkucia... buuu...
No nic to już chyba sobie pójdę i już nie będę zanudzała...
3majta się ludziska....!!